Remanenty, remanenty

Przygotowując się do letnich wydarzeń, w których będziemy mieli przyjemność uczestniczyć (czyli przede wszystkim OFF Festival w Katowicach, ale także 2014 Prague Shakuhachi Festival), przekopujemy nasze archiwum rozmaitych przygodnych nagrań. W ten sposób trafiliśmy na niepozorne pliki, które dokumentują jedno z niezwykłych muzycznych spotkań, które było naszym udziałem: koncert Damo Suzuki Network podczas wrocławskiej Energii Dźwięku w 2011 roku. Jak wiadomo, Damo Suzuki Network to zawsze lokalny kolektyw muzyków wspeirających na scenie Damo. Ta odsłona była dość niezwykła, bo zgromadziła bardzo różnych ludzi, którym jednak udało się chyba osiągnąć na scenie wspólny język: my, czyli Magic Carpathians (wtedy w składzie z Andrzejem Widotą), połowa Skalpela, czyli Igor Boxx oraz gospodarze, czyli muzycy Job Karmy. I – rzecz jasna – sam mistrz. To, co powstało, wielokrotnie zaskakiwało także nas samych – Damo przyjechał do kłubu i od razu było oczywiste, że nie będzie standardowej próby, a raczej rozmowy, odpoczynek, łapanie równowagi. Koncert był więc prawdziwym spotkaniem – co bywa i ryzykowne, i rzadkie dzisiaj, i w gruncie rzeczy – najciekawsze.

We have just uploaded two tracks recorded back in 2011 during Energia Dźwięku Festival in Wrocław where we’ve had a great pleasure to become a part of Damo Suzuki Network. Formed out of local musicians and for specific occasions, there have been many such collectives around the world  so far – ususally they create different contexts and different audiosphere for DAmo Suzuki himself. On this occasion we have joined Igor Boxx (half of Skalpel) and Job Karma searching for the most efficient ways to communicate through sounds. This is the outcome:

Advertisements

Podczas festiwalu Energia Dźwięku mieliśmy niewątpliwą przyjemność zagrać jako Damo Suzuki Network – wraz z muzykami Job Karmy oraz Igorem Boxx (połową duetu Skalpel).  Choć zdania po występie były podzielone, to koncert raczej nie pozostawił ludzi obojętnymi: jedni byli zachwyceni, inni zdegustowani. Dla nas było to szalenie interesujące i inspirujące doświadczenie, nawet jeśli momentami niełatwe – na tym polega chyba największy sens takich przedsięwzięć: próbują pokazać, że muzyka to nie tylko showbiznes. Bo w komercyjnym światu popowego rokendrola (a czasem także w filharmonii) na scenie pokazuje się przede wszystkim produkt. Tutaj nie było produktu, był natomiast otwarty proces, co częściowo odsłania krótki klip uchwycony przez widza. Jedno jest pewne: podczas festiwalu odsłoniła się energia dźwięku w rozmaitych odsłonach (między innymi w w punkowo-fokowym miksie R.U.T.Y i w tanecznej ekstazie Joint Venture Soundsystem). Kto nie doświadczył(a), ma czego żałować. Z punktu widzenia muzyków jeszcze jedna rzecz jest bardzo ważna przy tego rodzaju okazjach: bezstresowa atmosfera, czyli znakomita organizacja polegająca na czymś więcej niż tylko biznesowym zarządzaniu. Z upalnego Wrocławia wywieźliśmy więc jak najmilsze wspomnienia (a jaki piękny Ogród Botaniczny! :-).